Niedziela, +30 stopni, pobudka 7:05, śniadanie mistrzów. Kostium na sobie, ręczniki zapakowane, 2 śniadanie też. 5 osobowa ekipa już w samochodzie, odpalamy i w drogę! Kierunek Krutyń, a dokładniej rzeka Krutynia.
5, 10, 15 km, pada pytanie
- Czy ktoś dzwonił zarezerwować kajak?
- Ja nie!
- Ja też nie!
- A trzeba rezerwować wcześniej? ;)
Szybki telefon i po sprawie. Zarezerwowane. Mój kajak dodatkowo będzie miał turbodoładowanie... trening trzeba zrobić, a wiosłowanie świetnie się do tego nadaje.
Już na miejscu.
Okazało się, że w tą upalną niedzielę nie tylko my wpadliśmy na tak genialny pomysł spędzenia czasu na kajakach. Kto by pomyślał =P
Działa to tak, że do miejsca wodowania zawozi nas bus, ciągnący przyczepę z zamówionymi kajakami. No to atakujemy...dosłownie, bo ludzi było tak dużo, że ledwo można było wiosło postawić ;) Ale wystarczył dobry plan. Ruszamy!
Z lewej mijamy panią, która widać nerwowo czeka na męża uciszając co chwila wrzeszczące dziecko. Zwrot i prawie wpadamy na panią, która postanowiła się zatrzymać na środku drogi, w celu wyjęcia kamyczka, który wpadł jej do buta. Na szczęście kajaki były dosyć ciężkie i nie dało się rozwinąć zawrotnej prędkości, więc pięknie wyhamowaliśmy z piskiem.
Trzeba zrobić to szybko i bezboleśnie. Zwrot w prawo, dwa razy w lewo, pomiędzy drzewami, kajaki, woda, wiosła i zaczynamy!!!